‛Jeśli przestępca nie jest szybko karany, ludzie są bardziej skłonni do popełniania zła’. Zasada ta sprawdza się na Ukrainie, gdzie coraz więcej Świadków Jehowy pada ofiarą przestępstw z nienawiści. Świadkowie cenią sobie to, że ukraińskie władze gwarantują wolność wyznania, jednak ogromnie niepokoi ich fakt, że mimo rosnącej liczby przestępstw powodowanych nienawiścią pozwala się, by sprawcy pozostawali bezkarni.

Nasilające się ataki

Od roku 2008 na Ukrainie odnotowano 64 napaści na Świadków Jehowy będących w trakcie lub tuż po zakończeniu działalności religijnej. Szesnastu z tych napaści dokonali duchowni kościoła prawosławnego.

W latach 2008-2013 Sale Królestwa stały się celem 190 aktów wandalizmu i 13 podpaleń. W latach 2012-2013 ataków było dwa razy więcej niż w poprzednich czterech latach.

Co więcej, ataki są coraz bardziej zaciekłe. W roku 2012 dwie Sale Królestwa w obwodzie donieckim zostały doszczętnie spalone. W roku 2013 dwie napaści były tak brutalne, że ofiary wymagały dłuższej hospitalizacji.

Świadkowie zwracają się do władz z prośbą o interwencje, ale nie przynosi to rezultatów, gdyż organy ścigania działają bardzo opieszale i nieskutecznie.

Bezczynność władz

Zdemolowana i podpalona Sala Królestwa w Gorłówce w obwodzie donieckim, 5 czerwca 2014 roku

Akty wandalizmu. Milicja nie reaguje na zgłoszenia albo robi to opieszale. Często mimo złożenia zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa funkcjonariusze odmawiają wszczęcia dochodzenia bądź je opóźniają. Nawet gdy działania są podejmowane, prokuratorzy nie stawiają oskarżonym zarzutów albo sądy nakładają na winnych tylko symboliczne kary. Od 2008 do 2012 roku nie wniesiono zarzutów przeciwko sprawcom w 111 wypadkach wandalizmu.

Przemoc fizyczna. Milicja często nie przeprowadza dokładnego śledztwa w sprawie napaści ani nie podejmuje wysiłków, żeby wykryć sprawców. Po wszczęciu postępowania rzadko stawia się im zarzuty i wymierza karę. Nawet jeśli dojdzie do skazania, kary są niewspółmierne do czynów, ponieważ ataków nie klasyfikuje się jako przestępstw z nienawiści.

Bezczynność władz ośmiela sprawców do kolejnych aktów przemocy

Pobicie Ołeksandra Tretiaka

Ołeksandr Tretiak

Do szczególnie brutalnej napaści doszło 26 listopada 2013 roku. Tego dnia Ołeksandr Tretiak, 41-letni Świadek Jehowy, wziął udział w działalności ewangelizacyjnej i wracał do domu. Został napadnięty przez trzech mężczyzn, w których rozpoznał Rusłana Iwanowa, Anatolija Dowhana (emerytowanego podpułkownika milicji) oraz Jewhenija Ihlinskiego (funkcjonariusza milicji drogowej, zięcia Anatolija Dowhana). Napastnicy bezlitośnie bili go przez ponad 20 minut, ale udało mu się uciec. Został szybko przewieziony do szpitala, gdzie stwierdzono rozliczne rany cięte, krwiaki, uraz czaszkowo-mózgowy i złamanie nosa.

Mimo to śledczy uznał, że obrażenia są „lekkie”, a sprawcy „nieznani”. Po dwóch tygodniach Ołeksandr Tretiak został przedwcześnie wypisany ze szpitala — dłuższa hospitalizacja zmusiłaby władze do zakwalifikowania ataku nie jako wykroczenie, ale przestępstwo. Ze względu na poważny stan ponownie przyjęto go do szpitala już następnego dnia. W sumie spędził tam 23 dni.

Ostatnio wniesiono oskarżenie przeciwko jednemu ze sprawców, Rusłanowi Iwanowowi, jednak ten zdążył wcześniej uciec. Ołeksandr Tretiak obawia się, że sprawcy mogą go ponownie zaatakować. Mówi: „Jestem pewien, że napastnicy kierowali się nienawiścią do Świadków Jehowy i zamierzali mnie zabić”.

Czy władze zareagują?

Ponad 150 000 Świadków Jehowy na Ukrainie od lat cieszy się wolnością wyznania, a tamtejsi urzędnicy już nieraz okazywali się pomocni w różnych trudnych sytuacjach. Świadkowie mają nadzieję, że organy ścigania w tym kraju będą rzetelnie badać wypadki łamania prawa i pociągać sprawców do odpowiedzialności, żeby nie czuli się bezkarni.