SŁUDZY Jehowy w Gruzji niestrudzenie głosili dobrą nowinę, a Jehowa pobłogosławił ich ciężkiej pracy. W rezultacie dobra nowina dotarła prawie do każdego zakątka kraju.

Głosiciele ruszają do służby w Uszguli, położonym jakieś 2200 metrów n.p.m.

Jednak w ostatnich latach gorliwi głosiciele i pionierzy poświęcili więcej uwagi ludziom mieszkającym na terenach rzadko opracowywanych. Do niektórych  oddalonych wiosek i osad położonych w górach można dotrzeć tylko pojazdami z napędem na cztery koła albo kolejką linową.

Głosiciele w regionie Swanetia

Od 2009 roku gruzińskie Biuro Oddziału regularnie udostępnia wszystkim zborom listę nieprzydzielonych terenów, zachęcając głosicieli do wspierania dzieła głoszenia w tych miejscach. Żeby wziąć udział w tej działalności, wielu zdobyło się na duże poświęcenia.

Ana i Temuri Bliadze

Ana i Temuri Bliadze byli świeżo po ślubie, kiedy dowiedzieli się, że pilnie potrzeba głosicieli w górskim regionie Adżaria. Dopiero co kupili ziemię pod budowę domu. Ale teraz nadarzyła im się okazja do poszerzenia zakresu służby.

Najpierw spędzili w Adżarii tydzień. Temuri wspomina swoje pierwsze wrażenia: „Miejscowi głosiciele dużo chodzili, żeby dotrzeć do małych wiosek. Mieliśmy auto z napędem na cztery koła i od razu pomyślałem, że byłoby tam bardzo przydatne”.

Ana dodaje: „Przeprowadzka nie była łatwą sprawą, ponieważ byliśmy bardzo przywiązani do naszego zboru i naszej rodziny. Ale czuliśmy błogosławieństwo Jehowy”. Ana i Temuri wspierają grupę w mieście Keda w Adżarii już od ponad trzech lat.

Pomysłowi pionierzy

Nieocenioną pomocą w docieraniu z dobrą nowiną do odległych terenów okazali się tymczasowi pionierzy specjalni. Kiedy kończyła się ich służba w tym charakterze, wielu decydowało się zostać na przydzielonym terenie, żeby zatroszczyć się o tych, z którymi zapoczątkowali studium Biblii.

 Dwie pionierki, obie o imieniu Chatuna, dostały przydział do malowniczej miejscowości Manglisi. Nie mieszkał tam żaden Świadek, ale ich służba okazała się bardzo owocna. W pierwszym miesiącu prowadziły 9 studiów biblijnych, w kolejnym 12, następnie 15, a potem 18! Żeby zadbać o swoich zainteresowanych, postanowiły zostać w Manglisi.

Aby zarobić na utrzymanie, nasze siostry musiały wykazać się dużą pomysłowością. Sporo osób odwiedzających Manglisi ceni sobie miejscowy specjał — dżem robiony z szyszek sosny, który jest znany ze swoich właściwości zdrowotnych. Na początku siostry zbierały zielone szyszki, żeby zrobić z nich słynny dżem i sprzedawać go na miejscowym targu. Ale nieoczekiwanie pojawiła się przed nimi nowa możliwość zarabiania na swoje potrzeby.

 Pewnego dnia zainteresowana przyniosła im kilka kurcząt. Wyjaśniła, że jedna z jej kur zniosła jajka w niewidocznym miejscu i przyprowadziła do domu dopiero co wyklute kurczęta. Kobieta postanowiła podarować swoim nauczycielkom ten niespodziewany „dodatek” do swojego kurnika. Jedna z pionierek miała doświadczenie w hodowaniu kur, więc zdecydowały się założyć małą fermę drobiu.

„Z pomocą Jehowy, naszych braci i zainteresowanych mogłyśmy zostać w Manglisi przez pięć lat” — zauważa jedna z pionierek. Teraz działa tam prężna grupa braci.

Chatuna Charebaszwili i Chatuna Culaia w Manglisi

Służba pionierska na terenie obcojęzycznym

W ostatnich latach Gruzja przeżywa duży napływ cudzoziemców. Wielu pionierów uświadomiło sobie, że pojawiła się nowa gałąź służby. Zaczęli więc uczyć się języków takich jak: angielski, arabski, azerbejdżański, chiński, perski i turecki.

Sporo pionierów dołączyło do grup i zborów obcojęzycznych, a inni przenieśli się za granicę — do miejsc, gdzie potrzeby są jeszcze większe. Bracia Giorgi i Gela byli po dwudziestce, kiedy przeprowadzili się do sąsiedniego kraju. Giorgi mówi: „Chcieliśmy dawać Jehowie to, co najlepsze, a przeprowadzka do innego kraju stanowiła do tego świetną okazję”.

Na temat tamtych czasów Gela opowiada: „Wiele się nauczyłem, usługując na takim terenie jako starszy. To wspaniałe uczucie, kiedy Jehowa używa cię do pomagania swoim ‚owieczkom’” (Jana 21:17).

Giorgi dodaje: „Spotykaliśmy się z wyzwaniami, ale byliśmy skupieni na naszej służbie i nie chcieliśmy się  wycofać. Po prostu czuliśmy, że robimy to, co powinniśmy”.

Inny brat, także o imieniu Gela, który usługiwał przez kilka lat w Turcji, wspomina: „Na początku miałem problemy z miejscowym językiem, przez co trudno było mi zachowywać radość. Jednak kiedy w końcu nauczyłem się komunikować z braćmi, siostrami i ludźmi na terenie, radości nie było końca”.

Nino, która od ponad 10 lat jest pionierką w Stambule, tak wyraziła swoje uczucia: „Czułam wsparcie Jehowy od pierwszego dnia po przeprowadzce. Służba pionierska na terenie obcojęzycznym prawie każdego dnia dostarcza ci doświadczeń jak z Rocznika”.