Głoszenie na prowincji

Pełen entuzjazmu zbór we Freetown „zaczął się pilnie zajmować słowem” (Dzieje 18:5). Alfred Joseph wspomina: „Często mocowałem karton z książkami na moim motocyklu. Następnie wraz z bratem Thomasem albo Sylvestrem Grantem jadącym na tylnym siodełku wyruszaliśmy do małych miasteczek i na tereny wiejskie wokół Freetown, żeby — jak to nazywaliśmy — pozyskać prenumeratorów”.

Aż do 1927 roku głosiciele dawali świadectwo głównie we Freetown i jego okolicy zwanej The Colony. Ale począwszy od roku 1928, corocznie przed nadejściem pory deszczowej zbór wynajmował autobus i podróżował na prowincję. Ci, którzy nie mogli się wybrać, wspierali takie wyprawy finansowo. Prowadził je Melbourne Garber. Bracia podzieleni na grupy głosili w miasteczkach i wioskach na wschód aż do Kailahun oraz na południe prawie do samej granicy z Liberią. W pierwszą niedzielę każdego miesiąca powracali, żeby podtrzymywać zainteresowanie.

 Mniej więcej w tym czasie brat Brown odwiedził Indie Zachodnie i wrócił z samochodem — jednym z pierwszych, które wjechały na teren Sierra Leone. Pojazd ten wyposażony był w głośny megafon zaprojektowany do głoszenia publicznego. Brat Brown parkował auto tam, gdzie było dużo ludzi, i włączał intrygującą muzykę, aby przyciągnąć rzeszę słuchaczy. Potem wygłaszał krótkie przemówienie lub odtwarzał nagrany wykład oraz zachęcał obecnych do wzięcia ze sobą literatury biblijnej. Ten „mówiący samochód”, jak zaczęto go nazywać, wzbudzał powszechne zainteresowanie i ludzie tłumnie się gromadzili, żeby słuchać.

Odważne dawanie świadectwa

Następnie brat Brown zwrócił uwagę na teren jeszcze nietknięty — pozostałą część anglojęzycznej Afryki  Zachodniej. W drugiej połowie lat dwudziestych rozpoczął cykl podróży ewangelizacyjnych do Gambii, Ghany, Liberii oraz Nigerii. W każdym z tych krajów spotkał się z pozytywnymi reakcjami ludzi, ale teren w Nigerii wydawał się szczególnie owocny. Dlatego w 1930 roku razem z rodziną przeniósł się z Freetown do Lagos. Stamtąd wciąż nadzorował dzieło Królestwa w Afryce Zachodniej.

Obecnie w Afryce Zachodniej służy Jehowie przeszło 500 000 Świadków

W roku 1950 brat Brown ze względu na stan zdrowia był zmuszony powrócić na Jamajkę. Pozostawił jednak po sobie niezwykłe dziedzictwo — przez ponad 27 lat razem z żoną obserwowali, jak liczba Świadków w Afryce Zachodniej wzrosła z 2 do ponad 11 000. Mogli się naocznie przekonać, jak spełnia się proroctwo Izajasza: „Malutki stanie się tysiącem, a niewielki — potężnym narodem” (Izaj. 60:22). Obecnie, zaledwie 60 lat po tych wydarzeniach, w tamtym rejonie Afryki służy Jehowie „potężny naród” przeszło 500 000 Świadków.

Niezłomni w obliczu zakazu

Kiedy II wojna światowa objęła również Afrykę, lud Jehowy w Sierra Leone bezkompromisowo zachowywał chrześcijańską neutralność (Mich. 4:3; Jana 18:36). Władze brytyjskie bezpodstawnie uznały Świadków za wywrotowców, postanowiły więc śledzić ich działalność, a literaturę objęły zakazem. Celnicy we Freetown zatrzymali i spalili transport literatury. Niektórych braci aresztowano za posiadanie zakazanych publikacji, ale po niedługim czasie ich zwolniono *.

 Pomimo zakazu Świadkowie nieprzerwanie głosili. Pauline Cole wyjaśnia: „Brat, który był stewardem na statku regularnie zawijającym do portu, zaopatrywał nas w Strażnice. Przepisywaliśmy na maszynie dodatkowe egzemplarze potrzebne na zebrania. Drukowaliśmy również ulotki na tematy biblijne i je rozpowszechnialiśmy. Bracia w dalszym ciągu przedstawiali wykłady publiczne i odtwarzali nagrane przemówienia radiowe brata Rutherforda, zwłaszcza na odległych terenach wiejskich”.

Wysiłki te wyraźnie cieszyły się błogosławieństwem Jehowy. Długoletni starszy i pionier specjalny, James Jarrett, wspomina: „Podczas wojny pracowałem jako kamieniarz. Pewnego razu starsza wiekiem siostra dała mi broszurę Uchodźcy. Zaciekawił mnie jej tytuł, bo do Freetown trafiało wielu uchodźców. Przeczytałem ją tamtego wieczora i od razu rozpoznałem głos prawdy. Rano odnalazłem tę siostrę i poprosiłem o egzemplarze dla trzech moich braci. Cała nasza czwórka poznała prawdę”.

Gdy w roku 1945 wojna się skończyła, zbór Freetown liczył 32 głosicieli. Pozostali oni niezachwianie lojalni i aktywni duchowo i byli gotowi podążać naprzód.

Kampania przemówień publicznych

Dnia 29 sierpnia 1945 roku na cotygodniowym zebraniu służby w zborze Freetown rozmawiano na temat nowej kampanii zapowiedzianej w grudniu poprzedniego roku na łamach Informatora (obecnie Nasza Służba Królestwa). Każdy zbór miał powiadomić ludzi o cyklu czterech spotkań i zorganizować je w „każdym mieście, miasteczku i wiosce” na swoim terenie. Na każdym spotkaniu brat mający co najmniej 18 lat, który dobrze sobie radził w szkole teokratycznej, miał przedstawić godzinny wykład. Po czterech takich spotkaniach bracia  mieli zorganizować grupy studium Biblii, aby w każdym z miejsc pomóc osobom zainteresowanym.

Jak głosiciele zareagowali na to nowe postanowienie? Oto notatka sporządzona na zebraniu służby:

Prowadzący: „Jak myślicie, w jaki sposób moglibyśmy zabrać się do przeprowadzenia tej nowej kampanii?”.

Brat pierwszy: „Nie powinniśmy się spodziewać równie dobrych rezultatów jak w Ameryce. Tutaj ludzie są inni”.

Brat drugi: „Zgadzam się”.

Brat trzeci: „Ale dlaczego nie spróbować?”.

Brat czwarty: „Na pewno pojawią się przeszkody”.

Brat piąty: „Przecież musimy się zastosować do wskazówek organizacji Jehowy”.

Brat szósty: „W tym kraju to się raczej nie uda”.

Siostra: „Mimo to wskazówki podane w Informatorze są jasne. Spróbujmy!”.

I spróbowali. Od Freetown na wybrzeżu aż po miasto Bo na południowym wschodzie kraju i Kabalę na północnym płaskowyżu bracia organizowali zebrania w szkołach, na rynkach i w domach prywatnych. Ten wspólny wysiłek miał ożywczy wpływ na zbór, a „słowo Jehowy dalej rosło i się rozprzestrzeniało” (Dzieje 12:24).

Głosiciele wciąż jednak potrzebowali teokratycznego szkolenia. I Jehowa je zapewnił.

^ ak. 10 Zakaz został zniesiony w roku 1948.