JANA 7:32-52

  • STRAŻNICY WYSŁANI, ŻEBY ARESZTOWAĆ JEZUSA

  • NIKODEM STAJE W OBRONIE JEZUSA

Jezus wciąż przebywa w Jerozolimie na Święcie Namiotów (Szałasów). Cieszy się, że „wielu ludzi w niego uwierzyło”. Przywódcy religijni nie są jednak zadowoleni z takiego obrotu spraw. Posyłają strażników, aby go pojmali (Jana 7:31, 32). Ale Jezus wcale nie próbuje się ukrywać.

Zamiast tego dalej naucza publicznie w Jerozolimie i mówi: „Będę z wami jeszcze przez krótką chwilę, a potem odejdę do Tego, który mnie posłał. Będziecie mnie szukać, ale mnie nie znajdziecie. Tam, gdzie będę, nie możecie przyjść” (Jana 7:33, 34). Żydzi tego nie rozumieją, dlatego rozmawiają między sobą: „Dokąd on zamierza iść, że go nie znajdziemy? Czyżby chciał iść do Żydów rozproszonych wśród Greków i nauczać Greków? Co znaczą jego słowa, że będziemy go szukać, ale go nie znajdziemy, i że tam, gdzie będzie, nie możemy przyjść?” (Jana 7:35, 36). Jezus ma na myśli, że zbliża się jego śmierć i zmartwychwstanie do życia w niebie, niedostępnym dla jego przeciwników.

Nastaje siódmy dzień święta, podczas którego kapłan co rano wylewa wodę wziętą z sadzawki Siloam tak, że spływa na podstawę ołtarza świątyni. Jezus najwidoczniej nawiązuje do tego zwyczaju, gdy woła: „Jeśli ktoś odczuwa pragnienie, niech przyjdzie do mnie i pije. Kto we mnie wierzy, to jak mówi fragment Pism, ‚z jego wnętrza popłyną strumienie wody żywej’” (Jana 7:37, 38).

Jezus w ten sposób zapowiada, co będzie się działo, gdy jego uczniowie zostaną namaszczeni duchem świętym i powołani do przyszłego życia w niebie. Wydarzy się to po śmierci Jezusa. W dniu Pięćdziesiątnicy następnego roku namaszczeni duchem uczniowie zaczną dzielić  się prawdą z innymi i tym samym udostępnią strumienie życiodajnej wody.

Słysząc, jak Jezus naucza, niektórzy mówią: „To naprawdę jest Prorok”. Najwidoczniej uważają go za obiecanego proroka większego niż Mojżesz. Drudzy twierdzą: „To jest Chrystus”. Ale inni się z tym nie zgadzają: „Czy Chrystus miał pochodzić z Galilei? Czy w Pismach nie powiedziano, że Chrystus ma być potomkiem Dawida i pochodzić z Betlejem, wioski Dawida?” (Jana 7:40-42).

Tłum jest więc podzielony. Chociaż niektórzy chcą, żeby Jezus został aresztowany, nikt nie podnosi na niego ręki. Kiedy strażnicy wracają bez niego, faryzeusze i naczelni kapłani dopytują się: „Czemu go nie przyprowadziliście?”. Strażnicy odpowiadają: „Nigdy żaden człowiek nie mówił tak jak ten”. Rozgniewani przywódcy religijni uciekają się do drwin i wyzwisk: „Czy wy też daliście się zwieść? Czy uwierzył w niego choć jeden z władców albo faryzeuszy? A ten tłum, który nie zna Prawa, to ludzie przeklęci” (Jana 7:45-49).

Wtedy w obronie Jezusa odważnie zabiera głos Nikodem — faryzeusz i członek Sanhedrynu. Jakieś dwa i pół roku wcześniej przyszedł w nocy do Jezusa, aby mu wyjawić, że w niego wierzy. Teraz mówi: „Czy nasze Prawo pozwala osądzić człowieka, jeśli się go najpierw nie wysłucha i nie ustali, co on robi?”. Przywódcy religijni bronią się: „Czy i ty jesteś z Galilei? Sprawdź i się przekonaj, że z Galilei nie miał pochodzić żaden prorok” (Jana 7:51, 52).

W Pismach nie ma bezpośredniej wzmianki o tym, że jakiś prorok miał pochodzić z Galilei. Jednak Słowo Boże wskazuje, że Chrystus miał przyjść właśnie stamtąd; zapowiadało, że „wielkie światło” będzie widziane w „Galilei narodów” (Izajasza 9:1, 2; Mateusza 4:13-17). Ponadto Jezus zgodnie z zapowiedzią urodził się w Betlejem i jest potomkiem Dawida. Chociaż faryzeusze mogą być tego świadomi, najprawdopodobniej to oni są odpowiedzialni za rozsiewanie wśród ludu wielu fałszywych pogłosek o Jezusie.