MATEUSZA 8:19-22 ŁUKASZA 9:51-62 JANA 7:2-10

  • JAK POSTRZEGAJĄ JEZUSA JEGO BRACIA

  • JAK WAŻNA JEST SŁUŻBA NA RZECZ KRÓLESTWA?

Przez jakiś czas głównym obszarem działalności Jezusa jest Galilea, gdzie spotkał się z lepszą reakcją niż w Judei. Poza tym kiedy był w Jerozolimie i uleczył mężczyznę w szabat, „Żydzi tym bardziej chcieli go zabić” (Jana 5:18; 7:1).

Teraz jest jesień 32 roku n.e. i zbliża się Święto Namiotów (Szałasów). Trwa ono siedem dni, a ósmego dnia odbywa się uroczyste zgromadzenie. Jest to koniec sezonu rolniczego oraz okres wielkiej radości i dziękczynienia.

Przyrodni bracia Jezusa — Jakub, Szymon, Józef i Judas — nakłaniają go: „Odejdź stąd i idź do Judei”. Jerozolima stanowi centrum religijne całego kraju. W czasie trzech dorocznych świąt miasto jest pełne ludzi. Bracia Jezusa argumentują: „Jeśli ktoś chce być publicznie znany, niczego nie robi skrycie. Jeśli robisz takie rzeczy, to ujawnij się światu” (Jana 7:3, 4).

W rzeczywistości jego czterej bracia „nie wierzyli w niego” — nie wierzyli, że jest Mesjaszem. Mimo to chcą, żeby tłumy zebrane na święto zobaczyły, jak dokonuje jakiegoś cudu. Jezus, świadomy niebezpieczeństwa, odpowiada im: „Świat nie ma powodu was nienawidzić, ale mnie nienawidzi, bo ja obnażam jego niegodziwe uczynki. Sami idźcie na święto. Ja na nie jeszcze nie idę, bo czas na mnie jeszcze w pełni nie nadszedł” (Jana 7:5-8).

Bracia Jezusa wyruszają z większością podróżnych, a on razem z uczniami kilka dni później odchodzi potajemnie w odludne miejsce. Zamiast iść uczęszczaną drogą blisko rzeki Jordan, wybierają krótszą, prowadzącą przez Samarię. Ponieważ potrzebują tam przenocować, Jezus wysyła posłańców, by poczynili przygotowania. Niektórzy z mieszkańców nie chcą przywitać Jezusa ani okazać mu zwyczajnej gościnności, ponieważ zmierza do Jerozolimy na żydowskie święto. Jakub i Jan pytają z oburzeniem: „Panie, czy mamy ściągnąć ogień z nieba, żeby ich pochłonął?” (Łukasza 9:54). Jezus gani ich już za sam taki pomysł, po czym udają się w dalszą drogę.

W trakcie podróży spotykają uczonego w piśmie, który zapewnia: „Nauczycielu, pójdę za tobą, dokąd tylko się udasz”. Jezus mu odpowiada: „Lisy mają nory, a ptaki — gniazda, ale Syn Człowieczy nie ma własnego domu” (Mateusza 8:19, 20). W ten sposób wskazuje, że jeśli zostanie jego naśladowcą, czekają go niewygody. Wygląda na to, że uczony w piśmie jest zbyt dumny, by przystać na takie życie. Dlatego każdy  z nas powinien zadać sobie pytanie: „Na co jestem gotowy, żeby naśladować Jezusa?”.

Innego mężczyznę Jezus zachęca: „Bądź moim naśladowcą”. Ten odpowiada: „Panie, pozwól mi najpierw pójść i pochować ojca”. Znając jego sytuację, Jezus mówi: „Chowanie umarłych zostaw umarłym, a sam idź i głoś o Królestwie Bożym” (Łukasza 9:59, 60). Ojciec tego człowieka widocznie jeszcze nie umarł. Gdyby tak było, prawdopodobnie jego syn byłby teraz gdzie indziej, zamiast rozmawiać tutaj z Jezusem. Człowiek ten nie jest zatem gotowy postawić Królestwa Bożego na pierwszym miejscu w swoim życiu.

W trakcie dalszej wędrówki do Jerozolimy inny mężczyzna mówi do Jezusa: „Pójdę za tobą, Panie, ale najpierw pozwól mi pożegnać się z domownikami”. Jezus odpowiada: „Żaden człowiek, który orze, a ogląda się wstecz, nie nadaje się do Królestwa Bożego” (Łukasza 9:61, 62).

Ci, którzy chcą być prawdziwymi uczniami Jezusa, muszą skupiać wzrok na sprawach Królestwa. Gdy oracz nie patrzy prosto przed siebie, najprawdopodobniej bruzda będzie krzywa. Jeżeli odstawi pług, żeby spojrzeć za siebie, praca w polu się opóźni. Tak samo każdy, kto się ogląda na ten stary system rzeczy, może się potknąć i zboczyć z drogi, która prowadzi do życia wiecznego.